sobota, 25 stycznia 2014

Miszcz fotoszopa. Monika Olejnik na okładce Newsweeka.



Jestem nałogową, niereformowalną klientką wszelakich księgarni i saloników prasowych. Nie potrafię spokojnie przejść obok tych przybytków, zazwyczaj kończy się to mniejszymi lub większymi zakupami. Od czasu, kiedy intensywniej bawię się programami graficznymi, łapię się na tym, że prasę przeglądam nie tylko w poszukiwaniu interesujących treści do poczytania, ale także analizuję i oceniam jej wizualne aspekty. Tak jak i na całym świecie, tak i u nas graficy zaliczają czasami photoshopowe wpadki, i do druku trafiają małe potworki. A ja postanowiłam zrobić sobie z tego zabawę w postaci plebiscytu na najbardziej spektakularną photosopową wpadkę 2014 roku :) Przez najbliższe miesiące będę dokumentować przypadki takich nieudanych manipulacji i nadawać im będę odznaki "miszczów fotoszopa" (to "sz" i "cz" jest jak najbardziej zamierzone), by na koniec roku wybrać tych "najlepszych z najlepszych". Oczywiście, możecie podsyłać mi swoje typy (np. przez tablicę na FB), jeśli coś szczególnie zwróci waszą uwagę.

Na pierwszy ogień idzie szeroko już komentowana okładka ostatniego wydania Newsweeka (04/2014) z wyprasowanym do granic możliwości portretem Moniki Olejnik. Na jej twarzy nie zobaczycie ani jednej zmarszczki, graficy w mało subtelny sposób odmłodzili ją o jakieś 20 lat. Czy wypada, żeby opiniotwórczy tygodnik aż tak manipulował przy zdjęciu powszechnie szanowanej dziennikarki? Delikatnie mówiąc, dla mnie to co najmniej niesmaczne i sprawia, że Newsweek zaczyna kojarzyć mi się z pierwszym lepszym tabloidem. Czy właśnie o to chodziło redakcji?



Niżej, dla porównania, dwie fotografie pani Moniki w naturze. 



piątek, 24 stycznia 2014

Fotomontaż z przymrużeniem oka

Trochę w kontrze do poprzedniego wpisu dzisiaj chciałabym pokazać, że prace spod photoshopowej igły nie zawsze muszą być jednak perfekcyjne edytorsko, aby podobały się ludziom i zapadały w pamięć. Jeśli autor ma dystans do siebie i do tego co robi, nie traktuje wszystkiego ze śmiertelną powagą, to czasami wychodzi z tego coś bardzo fajnego, nawet jeśli samo wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

PeejeT, w rzeczywistości Patrick Thorendahl jest entuzjastą popkultury, który tworzy szalone fotomontaże z celebrytami światowego formatu i sobą w roli głównej. Poniżej możecie obejrzeć kilka jego prac. Być może zainspiruje was to do zaadaptowania pomysłu na polskie podwórko ;)







czwartek, 16 stycznia 2014

Kilka rzeczy, o których zapomina każdy początkujący grafik.

Każdy kiedyś zaczynał, ja także ;) Po roku intensywniejszej zabawy z programami graficznymi, mimo tego, że bardzo daleko mi do stwierdzenia, iż jestem choćby dobra w tym, co czasami udaje mi się popełnić w PS, myślę, że etap początków mam już za sobą. I coraz częściej zauważam błędy, jakie w swoich pracach namiętnie powtarzają graficy - amatorzy z całego świata, publikujący swoje kreacje w sieci. A wierzcie mi, na początku naprawdę wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu, psujemy to samo. Przed Wami lista najczęstszych grzechów głównych - szumnie nazywanej - kreatywnej społeczności.


MATERIAŁY ŹRÓDŁOWE W KIEPSKIEJ JAKOŚCI

Bywa tak, widzimy w sieci zdjęcie źródłowe, w którym zakochujemy się od pierwszego wrażenia. Jedyne, co chcemy zrobić, to poddać je obróbce, dzięki której zbierzemy imponującą ilość favów. Pobieramy więc owo cudeńko, wklejamy je na równie piękne tło. Kilkakrotnie zmniejszamy je i powiększamy na zmianę, aby dobrze wkomponować je w nasze dzieło. Dodajemy kilka efektów świetlnych, flarę z prawej, blask z lewej i gotowe, chwalimy się wynikiem. I dopiero wtedy zauważamy, że coś jest jednak nie tak, tło ostre jak żyleta, a reszta jakby trochę niewyraźna.

Co się stało? Najprawdopodobniej na początku naszej pracy nie zadbaliśmy o sprawdzenie, czy wszystkie nasze materiały wyjściowe były podobnej jakości (rozdzielczości, wielkości itd.). Komponując swoje stoki pamiętajcie o tym, aby wybierać te pliki, o których można powiedzieć, że są duże. To wstępnie pozwoli Wam wyeliminować brak wyraźnych szczegółów w pracy. Druga sprawa - nie skalujcie obiektów w nieskończoność! Pamiętajcie, że obiekt raz pomniejszony traci swoją jakość i gdy ponownie go powiększycie, to już nie będzie tak wyraźny, jak na początku. 

Jeśli jednak nie możecie się zdecydować, jaka wielkość obiektu będzie idealna i lubicie sprawdzać to w praktyce – zacznijcie przekształcać skalowane warstwy w obiekty inteligentne (kliknij na warstwie PPM i wybierz „przekształć na obiekty inteligentne”). Tak przekształcone warstwy można zmniejszać i powiększać praktycznie w nieskończoność, a nie stracą nic ze swojej jakości.


NIEODPOWIEDNI DOBÓR NARZĘDZI SELEKCJI I SZPAROWANIA

Graficy z małym doświadczeniem bardzo często mają problemy z poprawnym wycinaniem obiektów ze zdjęć. Często przywiązują się do pierwszego poznanego narzędzia i używają go do wycinania absolutnie wszystkiego, nie zważając np. na to, że selekcja przez szybkie zaznaczanie będzie odpowiednia dla włosów, a różdżka będzie lepsza do dużych powierzchni o jednolitych kolorach. 

PS to program tak bogaty w najróżniejsze narzędzia edycji, że prawdziwym grzechem jest ograniczanie się w nim do tylko kilku opcji. Zatem próbujcie i eksperymentujcie. Pamiętajcie tylko, żeby robić to na osobnych warstwach, a zawsze bezstratnie będziecie mogli cofnąć efekty swojej nieudanej pracy. I absolutnie nie bójcie się pióra! Nauka jego obsługi bywa czasami frustrująca, jednak każdy, kto w końcu opanował tę sztukę potwierdzi, że to najbardziej precyzyjne narzędzie służące do szparowania, które kiedykolwiek powstało.


ZAPOMINANIE O ŚWIATŁACH, CIENIACH I PERSPEKTYWIE

Zazwyczaj na początku przygody z PS bywa tak, że wydaje się nam, że najważniejszy jest sam pomysł. I tak, kiedy już wpadniemy na to "coś" i zaczynamy materializować ów pomysł w programie graficznym, to absolutnie zapominamy o szczegółach, które dodadzą naszej pracy realności. Znowu emocje dosłownie nas rozsadzają i jak najszybciej chcemy pochwalić się rezultatami, które uzyskaliśmy. I dopiero później, gdy ktoś życzliwy zwróci nam uwagę, zauważamy, że na naszym artcie słońce świeci z lewej, a cień też pada w lewą stronę... Albo zabrakło nam cierpliwości, by zadbać o to, by wszystkie elementy pracy trzymały się kupy pod względem perspektywy. 

Uważajcie na te aspekty, bo ich zaniedbanie sprawia, że nawet najfajniejszy pomysł ląduje w koszu ze względu na kiepskie wykonanie. Kiedy skończycie pracować, nie publikujcie pracy od razu. Odejdźcie, zostawcie ją na godzinę w spokoju. I dopiero po tym czasie wróćcie do komputera, spójrzcie świeżym okiem na to, co stworzyliście. Gwarantuję wam, że naniesiecie jeszcze jakieś poprawki, dzięki którym ostateczny efekt będzie o wiele lepszy.


ZA MAŁO KOLORÓW, ZA DUŻO TEKSTURY

Bolączką początkujących grafików w mojej opinii o dziwo wcale nie są zbyt krzykliwe kolory, tylko właśnie wyblakła i sprana paleta barw. Z pewnością wynika to z tego, że na początku rzadko jeszcze sięgają oni po kolorystyczne warstwy dopasowania, nie używają np. poziomów, ani moich ukochanych krzywych. Ograniczają się do tego, co mają na pliku wyjściowym. A to zdecydowanie za mało. Musicie zdawać sobie sprawę z tego, że nawet najprostsza grafika może przyciągać wzrok i zostać zapamiętana, jeśli soczyste i odpowiednio zgrane ze sobą kolory zwrócą uwagę odbiorcy.

Trochę inaczej działa to, jeśli przyjrzymy się teksturom, które goszczą na pracach początkujących. Tutaj umiaru już brak i czasami odnoszę wrażenie, że ludzie boją się, że się pochorują, jeśli choćby jednej nie umieszczą w swojej pracy. Kiedyś ktoś stwierdził, że nałożenie tekstury jest idealnym sposobem na to, żeby scalić wszystkie elementy obrazka w całość. Ale czy nie można zrobić tego w bardziej subtelny sposób, np. dodając do pracy delikatne filtry, np. kurz i rysy? Spróbujcie, to naprawdę działa :)



Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z bloga http://www.psdisasters.com/.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...