Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 września 2013

Postcrossing. Gdzie kupować pocztówki?

Postcrossing (co to jest - wyjaśniam tutaj) to niebezpieczne hobby dla tych, którzy starają się panować nad swoim budżetem. Przekonałam się o tym już na samym początku mojej pocztówkowej przygody, kiedy to jeszcze nie potrafiłam powstrzymać się przed losowaniem adresów kolejnych postcrosserów, ani przed kupnem jakiejkolwiek kartki, która tylko z jakiegoś drobnego nawet powodu wpadła mi w oko. W momencie, kiedy zaczynałam się w to wszystko bawić, nie miałam też zielonego pojęcia, gdzie w ogóle mogę kupić jakieś ładne, oryginalne pocztówki? Znałam tylko niesamowicie drogi Empiki i kioski, w których wybór wzorów delikatnie rzecz ujmując nie jest zbyt imponujący. Lekarstwem na moje bolączki okazało się uruchomienie polskiego (nie powinno to nikogo dziwić, wg Postcrossing Polska zajmuje dziewiąte miejsce w światowym rankingu krajów pod względem ilości wysyłanych pocztówek w całym projekcie), pocztówkowego sklepiku internetowego o wdzięcznej nazwie Postallove.


Teraz praktycznie wszystkie kartki, które wypuszczam w świat, kupuję właśnie w tym miejscu. Postallove oferuje taką ilość wzorów, że już nie czuję potrzeby, aby szukać czegoś więcej gdzieś indziej. Naprawdę, jest w czym wybierać, od klimatów retro, które uwielbiam, przez kolaże, fotografie zwierząt, zapierające dech w piersiach krajobrazy, polskie symbole, aż po grafiki współczesnych, polskich artystów. Sklepik cały czas poszerza swoją ofertę i średnio co miesiąc wydaje nowości, dzięki czemu zawsze z niecierpliwością czeka się na moment, kiedy pojawi się świeża dostawa pocztówek.
Kartki drukowane są na dobrym jakościowo papierze o wysokiej gramaturze, w zależności od wzoru mają matowe wykończenie lub pokryte są błyszczącym lakierem. Ich wypisywanie zawsze sprawia mi wiele radości. I to wszystko za zabójczą cenę od złotówki do dwóch za jedną sztukę! Czy można chcieć czegoś więcej?


I dla takich Postallove ma coś ekstra i w swojej ofercie posiada papeterie, karnety, oraz naklejki i taśmy dekoracyjne, które zawsze rozchodzą się jak świeże bułeczki :)
Ze sklepiku można korzystać w języku polskim lub angielskim, co jest zapewne niebywałym ułatwieniem dla postcrosserów z całego świata. Przesyłki z zamówieniami realizowane są w tempie ekspresowym, chyba nie zdarzyło mi się czekać na paczuszkę dłużej niż trzy dni. Oby tak dalej Postallove!


Zdaję sobie sprawę z tego, że ten post może wyglądać jak sponsorowana reklama, ale wierzcie mi na słowo - ja naprawdę jestem tak zadowolona z usług tego sklepu, że pomyślałam, że nie zaszkodzi polecić go kolejnym osobom. Może dzięki temu grono postcrosserów powiększy się o kilka nowych osób, a może wśród Was znajdzie się ktoś, kto zapragnie opublikować swoje photoshopowe kreacje właśnie na pocztówkach? Jeśli tak, to koniecznie piszcie do Postallove i pokazujcie swoje prace. Może to one będą już niedługo krążyć po świecie w pięknej, papierowej wersji? :)

środa, 3 lipca 2013

Recenzja. Photoshop PRO, magazyn profesjonalnych użytkowników Adobe Photoshop.


Kilka dni temu w moje ręce wpadła nowość polskiego rynku wydawniczego, czasopismo „Photoshop PRO. Magazyn profesjonalnych użytkowników Adobe Photoshop.”. Widywałam je w Empiku już od dobrych kilku tygodni, jednak od zakupu powstrzymywała mnie wysoka cena (29,90 zł, 98 stron, brak płyty z tutorialami wideo, jakie zazwyczaj do swoich wydawnictw dodaje konkurencja) oraz, jako że jestem raczej skromną osóbką, słówko „pro” w tytule. Wszak w dziedzinie sztuki cyfrowej bardziej ze mnie żółtodziób, niż profesjonalista. Wypłata na koncie oraz wizja zbliżającego się wielkimi krokami urlopu tak mnie rozanieliły, że aż uległam pokusie i pewnego piątku wróciłam do domu z ową prasą pod pachą. Wrażenia? Myślę, że więcej radości z wydawania pieniędzy miałabym, gdybym poczekała do najbliższej środy i poszłabym do Multikina z Orange (dwa bilety w cenie jednego, starczyłoby na seans i chipsy ze sklepu przemycone w podręcznej torebce na salę).

 
Wydawcą Photoshop PRO jest BIZBI MEDIA S.A., spółka, która w swoim portfolio ma takie tytuły jak „Android” i „iPAD”. Najwyraźniej zarząd owej firmy szuka odbiorców w nowej grupie docelowej, bo rozszerza swoją ofertę o publikacje z dziedziny art & design. Nie jest  żadną tajemnicą, że tego typu wydawnictwa drukowane są w małym nakładzie, na dobrym jakościowo papierze, z minimalistyczną i elegancką szatą graficzną, co ma spotęgować u odbiorcy wrażenie ekskluzywności i wyjątkowości (w końcu artysta grafik to nie pierwsza lepsza pani Zdzisia z warzywniaka pod blokiem, prawda?). Pod tym względem Photoshop PRO nie wyłamuje się z tego schematu i sprawia bardzo dobre, wizualne wrażenie.  Niestety, mniej ciekawie zaczyna się robić, kiedy zaczynamy zagłębiać się w już samą jego treść…

 
Photoshop PRO wydawany jest na licencji Imagine Publishing Ltd. i da się to zauważyć już na etapie kartkowania magazynu, gdyż praktycznie cała treść sygnowana jest zagranicznymi nazwiskami, skąd inąd nie rzadko znanymi i cenionymi w photoshopowym światku (m.in. Glyn Dewis, Adam Smith, Angi i Silas Toball itd.). Głównym tematem pierwszego numeru jest profesjonalny retusz zdjęć (glamour, beauty, ale także komercyjnych), obok niego poruszane są  zagadnienia dotyczące np. typografii czy podstawowych trików stosowanych w fotomanipulacji, znajdziemy też klika recenzji różnych wtyczek czy sprzętu, klika warsztatów oraz sylwetek artystów. Po raz kolejny możemy przeczytać też o wyższości PS CS6 nad jej starszymi siostrami (czy ktoś mi przypomni, kiedy wersja ta miała swoją premierę, khe khe?).

Ponieważ tak się składa, że w naszym pięknym kraju nad Wisłą nie mamy za wiele publikacji w ojczystym języku, które oferowały by nam atrakcyjne photoshopowe treści, nie rzadko zdarzało się (i na pewno dalej tak będzie), że chcąc nauczyć się czegoś nowego, sięgałam po magazyny angielsko-języczne i wiem, że przy odrobinie chęci i samozaparcia można z nich wycisnąć naprawdę sporo użytecznych i inspirujących informacji. Zawsze cieszę się, gdy ktoś w Polsce bierze się za przybliżenie tych artykułów rodzimemu czytelnikowi, który być może nie zna obcego języka na tyle, aby móc szkolić się przy pomocy oryginalnych materiałów. Niestety, odbiorca, który z takim właśnie założeniem sięgnie po Photoshop PRO, nie nauczy się praktycznie nic, bo jakość języka polskiego w nim podana jest po prostu tragiczna! Odnoszę wrażenie, że tłumaczeniem tekstów w tym przypadku zajmował się translator Google, lub ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia dotyczącego obsługi (nie mylić z zaawansowanym użytkowaniem) oprogramowania PS. Do tego dochodzą fatalne błędy edytorskie, literówki, dziwne szyki zdań, albo zdania urywające się w połowie, oraz  kulejąca interpunkcja. Naprawdę, chwilami po prostu bardzo ciężko się to wszystko czyta. Czyżby redakcja tak bardzo spieszyła się z wysyłaniem numeru do druku, że zabrakło jej czasu na choćby najmniejsze korekty? Szkoda, bo na naszym nienasyconym rynku z pewnością znalazłoby się miejsce dla dobrego, nowego, branżowego czasopisma…

 
Czuję się mocno rozczarowana pierwszym numerem Photoshop PRO i wątpię, czy sięgnę po numer kolejny, o ile taki w ogóle się ukaże. Jeśli nawet, to nie wiem kiedy, na okładce nie ma informacji o dacie wydania, ani częstotliwości ukazywania się magazynu. Ostatnie strony z ofertą prenumeraty (tutaj znajduje się też zagadka matematyczna – podobno roczna prenumerata w promocji kosztuje 59,40 zł a nie regularne, kioskowe 119,40 zł; jak to się ma do okładkowej ceny, która wynosi 29,90 zł?) sugerują, że jest to dwumiesięcznik, ale właśnie, to tylko moje domysły…

 
Niewypał moi drodzy, niewypał. Photoshop PRO profesjonalny okazał się tylko z nazwy. Konkurencja póki co może spać spokojnie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...